Zbiornik Ryczeń – zasiadka lipiec 2013

Zbiornik Ryczeń – zasiadka  lipiec 2013

Zbiornik „Ryczeń” położony jest w województwie dolnośląskim, powiecie górowskim, gminie Góra. Średnia głębokość 1-2,5m. dno raczej muliste, zbiornik w porze letniej dosyć porasta roślinnością wodną oraz glonami.

Zbiornik ”Ryczeń” jest zbiornikiem retencyjnym i ma na celu odebranie części wód spływających rzeką Barycz podczas podwyższonego stanu wody w w/w rzece. Zbiornik posiada sześć dosyć sporych wysp, które urozmaicają ten akwen oraz służą, jako siedliska
dla ptactwa wodnego, które występuje tam w znacznej ilości.
Gatunki ryb dominujące na zbiorniku to: wzdręga, lin, leszcz, karp, japoniec, płoć, krąp a z drapieżnych: szczupak, okoń, sporadycznie trafia się również węgorz.


 
Zbiornik „Ryczeń” (fot. Dariusz Ludwig)

Wypad na „Ryczeń” – lipiec 2013


Pewnego lipcowego czwartku pomyślałem o tym, aby wybrać się z kolegą na zasiadkę karpiową do Ryczenia. Jeszcze tego samego wieczoru poinformowałem kolegę o swoim pomyśle i czekałem na odpowiedź. Od razu usłyszałem TAK! Zadowolony z tego,
że w sobotę jedziemy na ryby, położyłem się spać.  Po przebudzeniu od razu zacząłem myśleć nad tym, jaką taktykę obrać, gdzie usiąść
i na co łowić. Po chwili już wiedziałem, że swoje zestawy rzucę na małą odnogę dużego stawu, skąd poprzednio spięły mi się dwie ładne rybki. Przygotowania do wyprawy odłożyłem sobie na piątek wieczór, ale że cały dzień myślałem tylko o rybach, to już po pracy zacząłem przekładać wszystko w skrzynce, czyścić wędki itp. Noc mijała wolno,  z niecierpliwym spoglądaniem na zegarek. Rano szybko kawka, zapakowanie sprzętu do samochodu i jazda.

 


Troszkę sprzętu na wyprawę (fot. Dariusz Ludwig)



Z domu wyjechałem o 3 rano i ruszyłem prosto po kolegę, który czekał już na mnie  z kubkiem gorącej czekolady. O godzinie 3.30 ruszyliśmy na zbiornik. Do przejechania mieliśmy 60 km, więc około godziny 4.45 byliśmy nad wodą. Najpierw poszliśmy zobaczyć, jak wyglądają wyniki łowów u siedzących tam przez noc wędkarzy. U wszystkich sygnalizatory nawet nie zapiszczały. Zmartwieni tym, że w naszym przypadku może być tak samo, udaliśmy się ze sprzętem na sprawdzoną miejscówkę. Kolega Maciek wybrał miejsce, w którym zestawy kładł pod trzcinę (wcześniej z tego miejsca wyholował 6 karpi). Ja do dyspozycji miałem miejsce, które już wcześniej planowałem obstawić. Krzątając się na brzegu i rozkładając wszystkie sprzęty wędkarskie, usłyszeliśmy potężny spław za naszymi plecami - w miejscu, gdzie ja miałem łowić. Szybko wziąłem wiadro z ziarnami, pelletem  i kulkami, po czym pobiegłem, aby idealnie zanęcić to miejsce. Było to kilka metrów  od brzegu, więc sypnąłem kilka garści zanęty i udałem się uzbroić wędkę. Na włos, jako przynętę, założyłem kulki firmy Carrum, a dokładnie: scopex i pop up fluo. Posłałem szybko zestaw z 100g ciężarkiem w miejsce spławu. Następnie wziąłem się za montowanie drugiego zestawu.  Nie minęło 5 minut od położenia pierwszego zestawu, jak usłyszałem pierwsze piknięcie. Oczy nas wszystkich skierowały się wówczas w stronę swingera podwieszonego  na żyłce. Widziałem lekkie drgania, a następnie kilka podskoków swingera, podszedłem  do wędki, a w tym czasie ryba zaczęła wybierać żyłkę z kołowrotka na wolnym biegu. Uniosłem kij i poczułem opór. Jednak podczas holu ryba wydawała się być mała.


 
     Hol karpia (fot. Dariusz Ludwig)


Po dociągnięciu do podbieraka, ryba zaczęła szaleć. Robiła kilka odjazdów, aż w końcu wylądowała w podbieraku. Wyciągnęliśmy ją na matę i zauważyliśmy, że ryba ta, nie należała do najmniejszych. Zahaczyliśmy wagę za uchwyty maty i podnieśliśmy karpia. Waga, po odjęciu wagi maty, wskazywała równe 5kg. Przychodzili do nas, łowiący w nocy wędkarze i dziwili się, że wyciągnęliśmy rybę już niecałą godzinę po przybyciu na łowisko  i to okaz całkiem ładnych rozmiarów.

 


Moja zdobycz (fot. Dariusz Ludwig)



Po zrobieniu kilku zdjęć ryba trafiła do wody, a my zabraliśmy się do dalszego łowienia.  Dwie wędki rzuciłem z przynętami Carrum. Maciek natomiast jedną z TB,  a na drugiej miał sztuczną przynętę pop up i kulkę proteinową Carrum. Temperatura powietrza wynosiła 28*C i było bardzo duszno. Woda miała trochę pond 18*C.  Gdy tak siedzieliśmy, nagle zawył sygnalizator Maćka i karp zaczął bardzo szybko wybierać żyłkę. Z obawy, że ryba wpłynie w trzcinę, Maciek bardzo szybko podbiegł do wędki i zaciął ją. Na szczęście ryba popłynęła w przeciwną stronę. Karp pięknie walczył, lecz kolega popełnił błąd zbytnio odkręcając hamulec i ryba uciekła w stare, zwalone konary. Niestety ryba tym razem wygrała, a na konarach strzeliła żyłka. Ale zanim zwinąłem zestaw, odezwał się sygnalizator na drugiej wędce Maćka. Po pięknym zacięciu i krótkiej walce, karp wylądował w podbieraku. Po zważeniu okazało się, że miał on 4,7 kg.

 


Druga rybka (fot. Dariusz Ludwig)



            Siedzący przez noc kolega Sławek pogratulował nam i udał się na swoje stanowisko. Ryba także została sfotografowana i bezpiecznie wypuszczona do wody. Po 4 godzinach siedzenia mieliśmy na koncie już 2 sztuki. Następnie zabraliśmy się do przygotowania czegoś do jedzenia i oczywiście dalej obserwowaliśmy swingery. Koło południa, naraz odezwały się dwa moje sygnalizatory. Ja zaciąłem jedną wędkę, a Maciek drugą. Jak się później okazało, tylko mi udało się zaciąć, kolega niestety nie zdążył. Po długiej walce, znów wygrała ryba,   a dokładniej amur. Na moje oko miał około 10 kg, ale ile dokładnie, tego niestety już się nie dowiem. Wypiął się przy samym brzegu, lecz czasem tak bywa. Po ponownym zarzuceniu zestawów, przyszła pora na kawkę.

 


Czas na kawkę (fot. Dariusz Ludwig)



Nawet nie zdążyłem jej zaparzyć, a na mojej wędce znów odezwał się sygnalizator. Zaciąłem i jest. Po delikatnym holu ryba wylądowała na macie, a waga pokazała 7,86kg. Oczywiście ryba po chwili wróciła do wody. W tym samym czasie, nowopoznany wędkarz poprosił, żebyśmy dali mu trochę tego, na co sami łapiemy….Więc Maciek podarował mu kilka kulek.


 
Dodatki, jakich używaliśmy do nęcenia (fot. Dariusz Ludwig)


 
I własnoręcznie przygotowane „kiełbaski” zalane bosterem i aktywatorem (fot. Dariusz Ludwig)


Po czym zestawy znowu wylądowały w wodzie. Ale już do wieczora nie odnotowaliśmy żadnego brania…, lecz każdy tego typu wyjazd, uczy mnie dużej pokory.



Darek Ludwig